Myśl ciepło o sobie

Powiedz mi – co myślisz o sobie?
Lubisz siebie?
Akceptujesz?

Potrafisz myśleć o sobie ciepło? Jako o fajnym człowieku?

Miałam z tym kiedyś spore problemy. A to czułam się zbyt głupia, a to zbyt leniwa no i oczywiście po porodzie zaczęłam błyskawicznie tyć, więc ciągle czułam się za gruba i zwyczajnie brzydka.

Starałam się schudnąć, czasem chudłam więcej, czasem mniej. Gdy schudłam więcej – czułam się nieco lepiej, ale zwykle i tak nie byłam z siebie zadowolona, bo jeszcze przecież brzuch, bo rozstępy, bo coś tam. Do tego blada skóra, krzywe nogi. Ciągle coś.

W pewnym momencie, jakieś 3-4 lata temu, coś się we mnie zaczęło zmieniać. Zaczęłam nosić krótkie spódnice, sukienki i okazało się, że jednak nie mam krzywych nóg. Ba! mam je wręcz całkiem zgrabne! Kiedyś byłam pewna, że łydki muszą się stykać, bo jeśli jest inaczej to znaczy, że nogi są krzywe. Nie wiem skąd wzięło się we mnie takie przekonanie, ale po wielu latach okazało się fałszywe.

Pomyśl czy czasem w Twojej głowie nie zalęgły się podobne, fałszywe przekonania uprzykrzające Ci życie…

Często przecież bywa, że bliskie osoby ciągle wmawiają Ci brzydotę, głupotę i kto wie co jeszcze. Czasem wystarczy jeden głupi komentarz od obcej osoby, żeby wrył się gdzieś głęboko w podświadomość i czynił duże szkody w samoocenie, od której zależy bardzo wiele w naszym życiu. Od niej wszak zależy czy sięgamy po swoje marzenia, czy w ogóle śmiemy marzyć…

Wracając do mnie. Zmieniłam styl. Zaczęłam się bardziej odkrywać niż zakrywać. Nie zawsze ze smakiem, ale co zrobić – tak już mam, że jak się mi coś spodoba to się w to ładuję i już 😀 Bo lubię. Bo mogę 😛 Przestałam przejmować się swoją wagą ze względu na wygląd. Bo kogo do cholery powinien on obchodzić? Czy naprawdę widok mojej puchatej osoby jest tak bardzo przykry dla innych, że powinnam dla nich go zmienić?

NIE!

Mój wygląd to moja sprawa i wara innym od tego. Martwcie się swoim życiem i czym tam chcecie.

:)

Kiedyś dziwiłam się, że ktoś może mieć duży brzuch i nie wstydzi się tak z nim paradować. Nie mam pojęcia dlaczego takie myśli przychodziły mi do głowy. Nadal staram się jednak trochę ukrywać swoje mankamenty, ale nie spędza mi to snu z powiek.

Od kiedy na luzie podchodzę do swojej wagi jest mi wyraźnie lżej. Nie zamartwiam się z powodu fałdek czy figury. Staram się jeść umiarkowanie i raczej zdrowo. Ruszam się całkiem sporo. Kiedy mogę maszeruję, kiedy mam siły po pracy biorę udział w zajęciach na basenie czy w klubach fitness. Ważę się jednak bardzo rzadko i staram się jedynie bardziej nie tyć. Jeśli chudnę to też bardzo powoli. Wszystko na luzie, bez spinki.

Szukam równowagi we wszystkim, co robię i powoli mi się to udaje. Nie przeszkadza mi to, że jest to długotrwały proces. Czasem układanie siebie musi trochę potrwać. Szczególnie wtedy, gdy sporo jest do układania…

Jednak jest coś, co jest w tym wszystkim najważniejszym. Należy zacząć od akceptacji i polubienia siebie taką/takim jaką/jakim się jest. Zyskasz wtedy mnóstwo czasu i energii na bardziej pożyteczne aktywności niż zamartwianie się z powodu swoich, często wydumanych,  niedoskonałości.

Po prostu myśl ciepło o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *