Wiedeń – dzień drugi

Dzień drugi okazał się dniem tak samo upalnym jak bogatym we wrażenia.

Najpierw udaliśmy się do parku rozrywki na wiedeńskim Praterze, gdzie spędziliśmy parę godzin. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak wielki, tak bardzo tętniący życiem, z tyloma niesamowitymi atrakcjami. Na dobry początek poszliśmy się przejechać diabelskim młynem (Blumenrad). Trochę się bałam, ale to była dopiero rozgrzewka przed tym, co sobie zafundowaliśmy potem.

Kolejna dawka emocji czekała na nas na najwyższej karuzeli łańcuchowej świata – Praterturm, mającej aż 117 m i kręcącej się z prędkością 60km/h. Niestety musiałam pozbyć się torebki i aparatu przed wejściem na karuzelę, więc zdjęcia zrobione mam tylko z ziemi i diabelskiego młyna. Dorzucam też film znaleziony na YT.

Kropkę nad „i” postawiliśmy przejeżdżając się Boomerangiem. Muszę się przyznać, że nigdy wcześniej nie przeżyłam tak przerażającego strachu. Podczas pierwszej części przejazdu zdarłam sobie gardło do krwi, podczas drugiej rozbolało mnie serce i już zamknęłam japę, czekając oszołomiona kiedy skończy się ten koszmar 😉 To było niesamowite… ale drugi raz bym się tym nie przejechała…

Po południu poczłapaliśmy do miasta, gdzie skombinowaliśmy sobie jedzenie, wypiliśmy kawę i obejrzeliśmy kilka ciekawych miejsc (o nich pojawią się niebawem osobne wpisy). Wieczór przywitaliśmy wykończeni całym dniem. Właśnie w tym czasie zaczęła się Noc Muzeów, więc kupiliśmy bilet wstępu (13 EUR/os) i zaczęliśmy zwiedzanie. Niestety ciężki dzień odbił się nie tylko na aparacie, któremu zabrakło energii, ale także na mnie, której buty się zbuntowały, a nogi razem z nimi, więc po zwiedzeniu paru muzeów, w tym niezwykle rozległego Muzeum Historii Naturalnej, zafundowaliśmy sobie jeszcze jedną przejażdżkę starym autobusem i wróciliśmy wycieńczeni do hotelu. Było już grubo po godzinie 1.00 w nocy.

cdn.

8 thoughts on “Wiedeń – dzień drugi

  1. Oj, Ty wielbicielko adrenaliny i mocnych wrażeń, kiedyś mi zejdziesz na zawał.Ja się nie odważyłam w Geteborgu na aż takie ekstremalności, chociaż też miałam gacie pełne strachu na kolejce wodnej.
    Pożądam kolejnych zdjęć !!!

    1. Zwykle to ja nie chcę na te wszystkie paskudy wchodzić. Czasem się aż zapieram, wchodzę tyłem, udaję, że tego nie robię – to wszystko dzieje się jakby poza mną do pewnego momentu 😉 W tym momencie właśnie dociera do mnie, że to się dzieje naprawdę i zaczynam się zastanawiać co mnie do cholery podkusiło 😀 Jak już jest po wszystkim odczuwam wielkie szczęście, że mam to za sobą i chyba dla tego szczęścia warto się decydować na takie atrakcje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *