Mój tatuaż – jak powstał i jak o niego dbać

Nosisz się z zamiarem zrobienia sobie tatuażu? Zastanawiasz się jak to wygląda od początku do końca? A może masz już dziarę i jesteś ciekaw/a jak to wyglądało u mnie? Jeśli na któreś z pytań Twoja odpowiedź brzmi TAK – ten wpis jest dla Ciebie 🙂

O tatuażu myślałam od dawna. Można zaryzykować twierdzenie, że dojrzewałam do jego zrobienia dobrych kilka lat, podczas których przeżywałam fascynacje różnymi technikami. Tylko w ciągu ostatniego roku wzdychałam do tatuaży czarno-białych, a potem do akwarelkowych. Niestety, jeśli podoba Ci się kilka technik naraz – współczuję, bo wybór nań miejsca może być najmniejszym z problemów z jakimi może przyjść Ci się zmierzyć 😉

To był impuls poprzedzony wizytą z moją Przyjaciółką u Wojtka, u którego się tatuowała. Po tej wizycie rozpatrywałam wykonanie dziary u 2 tatuażystek, ale gdy zerknęłam na fanpage Wojtka i ujrzałam co tam wyczynia, poczułam ogromną potrzebę wykonania obrazka właśnie u niego. W dodatku w technice, której wcześniej nie brałam pod uwagę 😀

Początek współpracy

Wiesz jak to jest? Siedzisz, przeglądasz fejsa, klikasz i nagle BACH! Wędrujesz do przycisku Napisz Wiadomość i chwilę później jest już po wszystkim. Siedzisz próbując otrząsnąć się z oszołomienia i gorączkowo myślisz czy to dobry pomysł, czy Cię stać i w ogóle co Ciebie podkusiło do cholery 😀 Może lepiej było siedzieć cicho i nic nie pisać…

Jednak wiadomość do Wojtka pofrunęła. Przypomniałam się w niej, że jakiś czas temu obserwowałam sobie go w akcji, że chciałabym dziarencję, że liseł i takie tam 😉 Niedługo potem dostałam szkic, który z miejsca zaakceptowałam, wybraliśmy wspólnie miejsce mojej zacnej dziareczki, a Wojtek pokazał jak to mniej więcej będzie się prezentowało wysyłając zdjęcie z przyklejonym szkicem na swojej ręce, gdyż właśnie to miejsce zamarzyło mi się ozdobić.

Szkic tatuażu oraz jego przymiarka

Niedługo potem dostałam wersję kolorową. To niesamowite, ale moja reakcja wyglądała tak:

Śliczny jest!
Tylko niech będzie taki sam, a happy będę jak dzika świnia!

Nie trzeba było niczego poprawiać, dodawać. Lis był lisem z moich wyobrażeń, a nawet lepiej. Zresztą spójrz na obrazek poniżej:

Kolorowy projekt Lisełka

Teraz pozostało tylko umówić się na kilkugodzinną sesję dziabania mojej szanownej ręki. Umówiliśmy się w niedzielę, ponieważ ja chciałam być wypoczęta, a Wojtek nie chciał się z niczym spieszyć.

Przygotowania do tatuowania 

Teoretycznie wiedziałam co mnie czeka, ale samych przygotowań do tatuowania nigdy nie widziałam. Zaskoczyło mnie to jak długo one trwają i jak profesjonalnie, w wykonaniu Wojtka, one wyglądają.

Oryginał kolorowy oraz kontur na kalce

Najpierw trzeba było jeszcze raz wybrać rozmiar obrazka, potem trzeba było go wydrukować na specjalnej kalce i przenieść na skórę. Wcześniej Wojtek wygrzebał z dużego koszyka odpowiednie kolory, na stoliczku ułożył maszynki oraz yyy gryfy z igłami. Do konturowania pojedynczą, do detali piątkę, a do kolorowania jedenastkę (czyli kolejno 5 i 11 dziabiących jednocześnie igiełek) Co wrażliwsze osoby już teraz mogą sobie zrobić krótką przerwę na mdlenie 😉

Przygotowania do tatuowania

Uwaga! Zaczynamy dziaranie!

Przyjechałam na 9.00, a tatuowanie zaczęliśmy ok. godziny 10.00. Dziabanie, z krótkimi przerwami, trwało aż 5 godzin.

Jakie były moje odczucia podczas konturowania cieniutką igłą, a potem kolorowania wieloma? Przyznam, że jestem kobietą, która nigdy nie przekłuła sobie uszu w strachu przed bólem 😀 Teraz pewnie dałabym sobie strzelić maszynką, ale jakoś nie odczuwam większej potrzeby noszenia kolczyków, więc me uszne płatki nadal trwają w swym kolczykowym dziewictwie.

Skopiowany kontur

Wracając do odczuć… Boli. Czasem mniej, czasem bardziej, ale boli. Jako osoba pogodna znosiłam ów ból dość dzielnie, wręcz z uśmiechem na ustach, ale z każdą godziną mina mi rzedła 😀 Byłam jednak dzielna – tylko czasem zdarzało mi się zasyczeć lub jęknąć. Szczególnie gdy igła zbliżała się do wierzchu ręki lub łokcia. Mam też wrażenie, że z każdą godziną robiłam się wrażliwsza. Wojtek twierdzi, że przy większych tatuażach szósta godzina jest trudną do zniesienia.

Ręka po konturowaniu

Słyszałam plotki, że niektórzy znieczulają się alkoholem aby przetrwać tatuowanie, ale to jest bardzo, bardzo zły pomysł. Po pierwsze żaden szanujący się tatuażysta nie przyjmie wstawionego delikwenta, a po drugie – alkohol utrudnia gojenie się dziary.

Tatuaż gotowy i co dalej?

Nareszcie po 5 godzinach wykłuwania się liska Wojtek uznał, że dzieło zostało skończone! Uffff! Co za ulga! nareszcie! Podobno nie było po mnie widać entuzjazmu, ale ja po prostu jestem dość skrytą istotą, a do tego byłam nieziemsko umęczona, więc skakałam pod sufit z radości prawie niezauważalnie 😀

Wojtek posmarował mój tatuaż wazeliną, owinął rękę w folię spożywczą i poinstruował jak o niego dbać. Miałam pojechać do domu, wytrzymać ze 3 godziny z folią na ręce, a potem foliować się na noc oraz przy wychodzeniu na dwór.

Zrobił także zdjęcie i rozeszliśmy się do domu.

Mój tatuaż (ręka zaraz po zrobieniu, cała sylwetka - niecały tydzień po dziaraniu)

Jak dbać o świeży tatuaż w domu?

Gojenie się tatuażu to chyba najbardziej upierdliwa sprawa z całej zabawy. Podobno typowy tatuaż goi się od 2 do 3 tygodni, choć zależy to od indywidualnych zdolności naprawczych dziaranego, jego zdrowia, pory roku, umiejscowienia tatuażu i tego czy będzie stosował się do zaleceń. Moja rąsia jest o tyle fajna w tym wszystkim, że mogłam ją sobie trzymać na powietrzu, co sprzyja gojeniu.

Po powrocie do domu zdjęłam folię. Umyłam tatuaż, posmarowałam go specjalnym kremem i do czasu pójścia do łóżka trzymałam go odkryty. Na noc ponownie umyłam, posmarowałam i zafoliowałam podkładając pod folię odrobinę papierowego ręcznika i zaklejając brzegi zwykłą taśmą klejącą, ponieważ przez pierwsze 3 dni z tatuażu sączy się osocze.

Zafoliowany tatuaż

Tatuaż foliowałam oddychającą folią spożywczą Jana Niezbędnego (dobrze się sprawdzała na noc oraz w drodze do i z pracy – wszędzie indziej chodziłam z gołą ręką uważając, żeby nie dotykać nią niczego). Jeśli chodzi o smarowanie to używałam naprzemiennie Atelokolagenu Colway (przyspiesza gojenie), ale szybko wysycha, więc po chwili smarowałam obrazek  Tattoo Creamem, a później Alantanem, żeby dostarczyć skórze składników, które nie posiadały w swym składzie poprzednie kosmetyki. Po szybkości gojenia się wnioskuję, że dobrze zrobiłam.

Gojenie się tatuażu – dzień po dniu

Niestety nie da się przewidzieć jak długo będzie się goił tatuaż, bo to zależy od wielu czynników. U mnie goił się wzorowo i szybko.

Pierwsze 3 dni foliowałam lisełka na noc. Po każdej nocy tatuaż pod folią wyglądał niespecjalnie ładnie – najbardziej obrazowo sytuację przedstawia chyba słowo „oglutowany”. Należy go wtedy ostrożnie umyć – używałam do tego zwykłego białego mydła, choć polecane jest szare. Po umyciu powinno się go delikatnie osuszyć przykładając papierowy ręcznik kuchenny. Nie może to być chusteczka higieniczna ani papier toaletowy ponieważ musi być wystarczająco sztywny, żeby nie zostawić na skórze swoich kawałeczków. Czwartą noc spędziłam bez folii i słusznie – obrazek przestał się oglutowywać 😉

Słyszałam, że w pewnym momencie gojenia się – tatuaż zaczyna swędzieć. Ja swędzenia u siebie nie zaobserwowałam i  nie wiem czy to zasługa Tattoo Creamu, który redukuje swędzenie czy tak po prostu mam. Za to przez pierwsze kilka dni czułam podrażnienie podobne w odczuciu do tego po oparzeniu słonecznym lub termicznym, które z czasem zniknęło.

Szóstego dnia zlazła mi płatami skóra, a pod nią utworzył się cieniutki, nowy naskórek, o który nadal należy dbać i kilka razy dziennie smarować. Pokazały się też ze 2 strupki, których nie można ruszać gdyż grozi to ubytkiem w tatuażu. Gdyby jednak do tego doszło – nie powinno być problemu z bezpłatnym jego uzupełnieniem w ramach serwisu 🙂 Wtedy też zaczęłam zauważać bardzo delikatne i chwilowe poswędywanie.

Dzień, w którym zlazła mi skóra

Mijają właśnie 2 tygodnie odkąd lisełek zagościł za mojej ręce. Skóra w jego miejscu nadal jest delikatnie przesuszona, więc nadal smaruję ją mazidłami ze 3 razy dziennie.

Po ilości lajków jakie lisio zebrał pod wpisem na fanpage u Wojtka mniemam, że słodziak nie tylko mi się spodobał 🙂 Lubię na niego patrzeć, a jego żywa kolorystyka poprawia mi nastrój. Nie bez znaczenia jest dla mnie również jego symbolika, ale… to jest temat nie tylko na osobny wpis, ale wręcz książkę. Od razu dodam, że wpisu takiego nie planuję, książki tym bardziej 😉

Mam nadzieję, że mój wpis komuś się przyda. Jeśli masz jakieś pytanie dotyczące tatuażu lub chcesz się podzielić swoją historią – zapraszam do komentowania.

Widać, że jestem happy? :D

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *