ADHD Dorosłych

Ponieważ temat ten nie jest mi obcy, zamieszczam tu co ciekawsze kąski na ten temat. 

———————

DOROŚLI Z ADHD 

Niektórzy mówią o sobie: jestem modelowym ADHD – ale tak mówią te osoby, które już wiedzą z czym mają doczynienia, co to jest i jak się objawia.
Jednak nie zawsze tak jest. Większość dorosłych zmaga się ze swoimi problemami, lękami z samym sobą nie wiedząc z czego pewne zachowania wynikają. Od początku podejrzewają ,że coś ich dopadło ale przez długi czas nie umieli tego nazwać.
Wielu dorosłych dowiedziało się o sobie prawdy np. studiując psychologię i dzięki temu zdało sobie sprawę z tego czym jest ADHD. Jednak nie wszyscy mieli takie szczęście.
W Polsce bardzo mało jest dorosłych z diagnozą ADHD i mało specjalistów do których dorosły mógłby się udać. Czasem przeżywa się więc jakieś trzydzieści lat mając świadomość, że się jest stukniętym człowiekiem, nadwrażliwym bałaganiarzem, kimś o wielkim wachlarzu zainteresowań, które jednak do niczego nie prowadzą lub jest się niezrozumianym i mającym niskie poczucie własnej wartości. Potem dowiadujemy się, że to ADHD i trzeba z tym żyć albo rozpocząć walkę .Jednak najlepiej zaakceptować.
Niektóre osoby nawet nie podejrzewają ,ze w dorosłym wieku ADHD może ich dotyczyć. Kojarzy im się to tylko z nadruchliwymi i rozbrykanymi dzieciakami. Dziwią się bo z natury są spokojnymi osobami, a czasem tylko wybuchają. Jak uśpiony wulkan – powiedziała o sobie jedna dziewczyna.
Niektóre osoby nie chcą w ogóle przyjąć do wiadomości, że ich zachowanie to może być ADHD. Można być cudownym, zabawnym człowiekiem, którego wszędzie pełno, duszą towarzystwa zapraszaną na każdą imprezę i wszystkim służyć pomocą. Można faktycznie sobie radzić czasem z dobrym skutkiem, prowadzić własną firmę i dobrze pracować ale (zawsze pojawia się „ale”) trzeba sobie to umieć zorganizować. Otoczyć takimi ludźmi, którzy nas wesprą, pomogą, ułatwią i można twierdzić wtedy, że nie ma się ADHD.
Czasem nie przyjmuje się tego do wiadomości mimo świadomości swoich problemów. Nie chce się ich przyjąć , nazwać i zrozumieć. Ludzie tacy twierdzą, że taki już mają charakter, że to nie żadne zaburzenie czy choroba. Działają wiec na własna rękę tracąc po kilkanaście razy pracę, nie mają dochodów, rosną długi, stosy nie płaconych rachunków, pojawia się frustracja i dodatkowe powikłania. Najgorzej gdy ktoś sam sobie nie chce pomóc.

Czy to ADHD? 

Dorośli z ADHD wspominają siebie jako niesforne dzieci, koszmar szkoły i nauczycieli. Ich życie to ciągłe kombinowanie aby jakoś dawać sobie radę, bo z reguły gdy byli mali nikt nie słyszał w Polsce o ADHD. Więc szkoła była horrorem, a wychowanie to ciągłe kary z klapsami włącznie.
Jednak to też ogromna radość życia, niesamowity optymizm, ciągły pęd przez życie, setki pomysłów, masa rozpoczętych tematów – w tym większość niedokończonych, różnorodność zainteresowań, które w danym momencie mogą pochłonąć kogoś w stu procentach. Ciągły bałagan w domu, na biurku, nerwowość, obgryzione paznokcie aż do krwi, a do tego cała masa dziwnych zachowań .Jeden z rozmówców powiedział: „Mimo tego wszystkiego i tak mam radość życia i tryskam optymizmem”.
Wiele osób jest niezwykle oryginalnych i niepowtarzalnych, mają pewne cechy, których inni im nawet zazdroszczą. Wiodą przecież niesamowite życie….

Zdiagnozowano mi ADHD i jestem z tego dumny! Czyli zalety dorosłego ADHD:
– empatia
– kreatywność
– szybkość działania
– intuicja
– otwartość
– umiejętność nawiązywania kontaktów
– błyskawiczna szybkość wyciągania wniosków
– rozległe zainteresowania
– szybkość zapominania o niepowodzeniach, doznanych krzywdach, nie obrażalstwo, nie chowanie uraz
– błyskotliwość
– inteligencja
– szybkość przetwarzania informacji
– wielotorowość myślenia
– robienie kilku rzeczy na raz
– optymizm

Jednak ADHD to nie tylko zalety. Z powodu stale nie dokończonych spraw i zadań często ogarnia frustracja. Chociaż w nich tyle pomysłów to jednak ilość przytłacza. Czasem przez całe życie ktoś sobie wmawia, że jeszcze nie teraz, nie pora, to jeszcze nie ta chwila, nie ten zawód, nie to hobby. Ale dzięki temu odkrywają siebie wciąż na nowo.
Dopadające depresje, których jest wiele, wieczny pęd, którego nie sposób przeskoczyć i ciągły brak radości z sukcesów. Życie w ogromnym strachu. Zastanawianie się nad tym co teraz się stanie źle skoro przed chwilą poszło dobrze.
Ludzie ci ciągle czują się inni, jak z odległej planety. Roztargnieni zapominają o sprawach bardzo ważnych, a rozpamiętują drobnostki. Ciągła gonitwa myśli, jakieś dziwne problemy, lęki, ciągłe obwinianie się – chociaż brak jakichkolwiek podstaw. Ten ciągły lęk, który ściska w żołądku. Niby nie ma żadnego problemu, powodów do zmartwień, a z człowiekiem dzieje się coś niedobrego.
Drobne sprawy przerastają, a jednocześnie dochodzą do tego coraz to nowe pomysły, których się nie dokańcza.
Jedna chwila, w której jest się super skoncentrowanym by po chwili już nie umieć skupić się na niczym. Potworna nuda wiążąca się z trudem utrzymania stałej pracy. Gadulstwo i kłótliwość, którą trudno opanować przez impulsywność zachowania. Robienie dość różnorodnych rzeczy w życiu.
Ten chaos jest czasem odbierany pozytywnie, bo osoba uchodzi za oryginalną, zaskakującą, intryguje ale nie na dłuższą metę. W jednej chwili jest super by za chwilę się przekonać, że właściwie to ma się dość i tego co wokół się dzieje i świata w ogóle.
Nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz by się nie chciało żyć by potem popaść w euforię. Huśtawki nastrojów, rozbieganie, chaotyczność i niebezpiecznie podwyższony nastrój. Jednak za chwilę ta euforia mija i świat znów drażni.
Często nieśmiali. Myślą o sobie, że są dnem, głupkiem, brzydulą. Serię porażek w szkole, pracy , na studiach w życiu osobistym przypłacają niska samooceną.
Brak skupienia uwagi, wyłączanie się w trakcie rozmowy czy na wykładach, naradach albo szalona ochota dyskusji, wtrącanie się do rozmowy, nie dopuszczanie drugiej osoby do głosu.
I słynne ”odpływanie” – jak to nazywają. Osoby takie są spokojne, nie ,,brykają” ale są za to nadmiernie marzycielskie. Cechują się dużą skłonnością do refleksji, grzeczności, cichości i skromności. Czasem ich prawie nie widać, lubią leniuchować, odpoczywać, nic nie robić. Mało wynoszą z tego co się wokół nich dzieje. Ciężko zabrać im się za pracę czy obowiązki, wszystko jednakowo jest ważne: każdy szmer, szelest potrafi rozproszyć. Ludzie ci lubią odpływać od realnego świata. Tylko takie odpływanie nie pomaga, a wręcz utrudnia życie. Trzeba bardzo dużo samozaparcia i dyscypliny aby udało się to pokonać i żyć realnie. Trzeba zauważać drobnostki, skupiać się na szczegółach i cieszyć z każdego sukcesu. Nie można tylko siedzieć i rozmyślać o tym do czego można dojść czy do czego jest się stworzonym, jakich wspaniałych rzeczy mógłbym dokonać. Trzeba przyznać się przede wszystkim sobie, że się jest tylko człowiekiem i zabrać za porządkowanie swojego świata, by móc osiągnąć to w życiu realnym a nie tylko w marzeniach.

Życie na granicy jawy i snu czyli zalety ADD:

– cierpliwość
– spokój
– uwielbienie relaksacji
– wrażliwość
– wyobraźnia
– grzeczność
– refleksyjność

Dorośli z tymi cechami starają się by ich życie było uporządkowane ale jakoś czasem, dziwnie to nie wychodzi. Dzień wydaje się być dobrze zaplanowany, rozpisany na karteczce ale w drodze do pracy, czy na uczelnie okazuje się, ze karteczka …nie zabrana.
Zderzenie ADHD ze światem może być więc trudny. Wspomniane już depresje, błądzenie po różnych diagnozach, próby farmakologiczne. Izolacja od ludzi, nerwice, szukanie pomocy w poradniach, u psychiatrów, brak świadomości ze strony otoczenia i najbliższych.

Czas na diagnozę. 

Diagnoza osoby dorosłej „podejrzanej” o ADHD to przede wszystkim analiza objawów.
Robi się ja za pomocą wspomnień z okresu dzieciństwa. Dobrze byłoby aby rodzice mogli w tym uczestniczyć i opowiedzieć o tamtych czasach. Ocenia się również teraźniejszość. Warto więc by uczestniczył w tym towarzysz życia (żona, mąż, partner).
Rozmawia się o całym życiu, wydarzeniach i ich okolicznościach od czasów wczesnego dzieciństwa po stan obecny. Stawiający diagnozę pyta o relacje z ludźmi, otoczeniem, stosunek do alkoholu, narkotyków. Pyta o pracę, zainteresowania, plany, dzień powszedni itp.
Liczy się również to co sam lekarz może zaobserwować podczas takiej wizyty.
Potrzebna jest też diagnoza neuropsychologiczna, szereg testów poznawczych oraz wywiad psychiatryczny.

Mam bałagan, mam ADHD! 

Bałagan. Nie tylko ten w życiu i w głowie ale taki zwyczajny. Na niego najbardziej narzekają „adehadowcy”. Bo można uchodzić za osobę twórczą ale nie wszystkim się to spodoba. Nie żyją wszak sami.
Bałagan (łagodnie mówiąc) na wszystkich stołach i biurkach w pracy. Kubki po jogurtach mieszają się z wydrukowanymi dokumentami – może to być nawet imponujące ale nie koniecznie dla szefa.
Z braku porządku nigdy niczego nie można znaleźć. Próbują to czasem ogarnąć ale za chwile i tak jest tak samo: materiały do pracy, prywatne ksiązki, gazety, płyty, kartki…Bałagan na biurku, na parapecie, podłodze, gdzie się da porozkładane ubrania. Do biurka nie da się dojść aby to zrobić trzeba utoczyć ścieżkę przez pokój. Jedna z matek wspominała, że jej siedemnastoletni syn spała przez rok z klatką po szczurze. Nadal nie wiadomo czy to w ramach dowcipu czy udowodnionego bałaganiarstwa. Jedna z dziewczyn zaś chciała nawet sprzątać i zaczynała to robić ale nigdy nie udało się dokończyć.

Na pomoc karteczki. 

„Noszę wszędzie ze sobą notesik” – mówi jedna z osób. I jak coś wpada do głowy od razu zapisuję, notuję. W notesach takich może być wszystko od listy zakupów po wizje udanego projektu, cytaty, pomysły i numery telefonów.
W domu tez można mieć kilka notesów w różnych miejscach, torebkach. Tak aby zawsze były pod ręką. Pod koniec dnia wszystko można spisać do jednego żelaznego notesu i zweryfikować co najważniejsze. W ten sposób trenujemy również samodyscyplinę.
Nie u wszystkich ta metoda może się sprawdzić bo można zapomnieć notesu, nie będzie długopisu lub notes zginie albo zwyczajnie zapomni się od razu zapisać.
Można tez nosić ze sobą dyktafon i nagrywać to co wpadnie do głowy albo mp3 player z opcją dyktafonu. Inne pomysły to notatki w komórce, pliki na pulpicie komputera lub obwieszony komputer czy lodówka kolorowymi karteczkami – jednak te metody sprawdzają się tylko wtedy gdy często do tych sprzętów się podchodzi.

Jak z tym żyć aby się nie pogubić? Jak oszukać ADHD? Cóż potrzeba świadomości i wszelkiej samodyscypliny. Wiele pracy nad sobą. Tak jak w przypadku dzieci rodzice kładą duży nacisk na to by było coraz lepiej, tak w przypadku dorosłego musi to uczynić on sam.
Istota tkwi w zrozumieniu siebie, swoich cech, słabości i stanięcia do walki.
Z wszystkim w jakiś sposób da się poradzić. Potrzeba systematyczności i nie jako zmuszenie siebie samego do rozpoczęcia pracy. 

źródło: http://forum.ptadhd.pl/viewtopic.php?t=65

———————

Zawieszka co chwilę

Magdalena Szwarc
2011-06-05
Dorośli też cierpią na ADHD. Joanna Szczepkowska: – Jeszcze w głębokiej komunie zadzwoniła reżyserka z Francji. Widziała mnie u Wajdy, prosiła o CV. Ja się ucieszyłam i zapomniałam. Nie zapisałam adresu, telefonu, nic. Wróciłam do obierania włoszczyzny
Kazimierz, scenarzysta, o Marcie: – Zanim wstanie z łóżka, musi się dowiedzieć, że tu mieszka, że to jest jej mąż.

Marta, śpiewaczka: – Nie wiem, co zjem, nie mam nic w lodówce, nie jestem spakowana, nie wiem, dokąd jechać. Wpadam w zawieszki. Zamiast 10 minut pod prysznicem spędzam 30.

Kazimierz: – Ja coś do niej mówię, a ona się zapatrzy i wiadomo, że nie dociera. Marzy sobie.

Marta: – I nagle się orientuję i lecę przerażona. Wkładam na siebie cokolwiek. Oby było czyste, świeże. Kurtka nie pasuje do butów.

Kazimierz: – Wychodzi z metra, ma dojść gdzieś w 10 minut. Nagle nawiedza ją jakaś myśl i druga połowa schodów jest pokonywana w 40 minut.

Marta: – Wszędzie się spóźniam, wszędzie. Już człowiek niby jest gotowy do wyjścia, a tu jeszcze to i to, i to. Ten czas się gdzieś rozpływa.

Kazimierz: – Potrafi do mnie zadzwonić 30 razy dziennie, żeby zapytać o to samo.

Marta: – Szybko piję, szybko jem. Często palce sobie przycinam.

Kazimierz: – Krojenie jest za mało atrakcyjne, żeby utrzymać jej uwagę. Już myśli o tym, że napiłaby się herbaty. „A gdzie ona jest?” – patrzy na pudełko. Szybkość sprawia, że filiżanki fruwają. Codziennie coś stłucze, śmieci wysypie. Drobiazgi.

Marta: – Rozmawiam przez telefon, jem kanapkę, piję kawę, maluję się i prowadzę samochód. Patrzę we wszystkie lusterka naraz. Miałam jeden wypadek, ale nie do końca z mojej winy, bo na sygnalizator była nałożona folia. I zdarzyło mi się raz wjechać w karawan. Gadałam przez telefon, światło się zmieniło, ktoś obok mnie ruszył, ja ruszyłam i… nie mogli trumny wyjąć. Nie wiem, czy pusta, nie pytałam.

Tabu

– Nikt się pani do TEGO pod nazwiskiem nie przyzna – to zdanie usłyszałam już kilkanaście razy.

O rozmowę prosiłam mniej lub bardziej bezpośrednio sto osób. Jedną grupę wsparcia. Wysyłałam maile do osób z forów internetowych. I nic. Poprosiłam kilku terapeutów, o których w środowisku mówi się, że „też TO mają”. Mówili: proszę mnie zrozumieć, ja jestem ekspertem, udzielam się w telewizji, w prasie, takie wystąpienie mogłoby zaszkodzić mojemu wizerunkowi.

ADHD to zaburzenia koncentracji uwagi, impulsywność i nadruchliwość spowodowane zakłóceniami równowagi neuroprzekaźników w mózgu. Genetyczne. W populacji dzieci, zależnie od badań, ADHD ma od 5 do 10 proc. Czasem się mówi, że 2/3, czasem, że połowa z tego wyrasta.

Amazon oferuje całe serie książek o ADHD dorosłych. Jak zorganizować sobie życie i pracę. Jak przezwyciężyć kłopoty małżeńskie. U nas ADHD mają tylko dzieci i dwie dorosłe znane z nazwiska osoby: Szymon Majewski i Joanna Szczepkowska. Zgodził się do nich dołączyć Piotr Gołębiewski, technik elektronik.

Zaburzenia uwagi

Joanna Szczepkowska, aktorka: – Wczoraj? Najpierw obroża dla psa. O siódmej. Jest czerwona, ma swoje miejsce. To było długie poszukiwanie. Znalazła się pod krzesłem. O ósmej odbyło się szukanie recepty. Najpierw na wierzchu, potem w torebce. Też nie ma. „Musiałam coś wyjmować w jakiejś kawiarni i widocznie wypadła” – myślałam. To szukanie było bezskutecznie. Potem zejście do apteki, błaganie panią o lek, bezskuteczne. Więc zamiast pracy wizyta w przychodni. Jakieś półtorej godziny wszystko razem puls pieniądze za wizytę.

Wróciłam. Usiadłam do komputera. Otworzyłam książkę, a tam… recepta.

Wielokrotnie nie znalazłam w torebce dzwoniącego telefonu. Portfel mam czerwony, lepiej go widać, ale jak za dużo jest czerwonych rzeczy, metoda traci użyteczność.

Do drzwi wejściowych mam dziewięć kompletów kluczy – jest lepiej, ale to nie przestaje być problem. Już nie mówię o rękawiczkach czy parasolkach, bo to w ogóle jest beznadziejna sprawa.

Kilkakrotnie na granicy się okazało, że zapomniałam paszportu.

Nie mam kalendarzyka. Każdego roku miałam po kilka, bo zapominałam, jak one wyglądają. I absolutnie nie mam odruchu zapisywania.

Jak ktoś pracuje jako wolny strzelec, na początku roku ze wszystkich źródeł dostaje koperty z informacją o dochodach. Wystarczy, że sięgnie do skrzynki, potem do kieszeni i potem ktoś wyciąga to z pralki.

Przestało to być urocze roztargnienie, kiedy zostałam sama. PIT-y, rachunki, wszystko. Jestem bardzo uczciwym człowiekiem, ale mimo największego natężenia głowy to są rzeczy, które mi się kompletnie wymykają.

Monika Szaniawska, psycholog z II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, diagnozuje dorosłych: – Ich uwaga skacze jak taka sroczka: gdzie coś błyśnie, za tym biegną. Porzucają czynności w połowie wykonywania.

Opowiadają swój poranek: ubrałam się, wstawiłam mleko, poszłam myć zęby, ale sobie przypomniałam, że trzeba wybrać dziecku ubranie. Grzebiąc w szafie, pastą do zębów usmarowałam sobie sukienkę. Mleko wykipiało, zaczęłam się przebierać. Dziecko niespakowane do szkoły, szukam butów zimowych, bo spadł śnieg. Już jesteśmy spóźnieni, a jeszcze bez śniadania. Szukając kluczy, zapodziałam komórkę. Szukając telefonu, zgubiłam klucze.

Przeciętnie człowiek robi jedną rzecz w jednym czasie, ale ADHD-owcy mają wtedy poczucie, że to się dzieje za wolno.

Piotr Gołębiewski, technik elektronik: – Dla mnie to jest problem, że w chlewie mieszkam. Przez następny tydzień czy dwa ten syf się tylko pogłębia i nie można się zmusić, żeby to nadrobić.

Mam szafki, półeczki. Tu przyprawy, tu leki. Ale po czasie okazuje się, że wszystko krąży. Jak nie w tej, to w sąsiedniej albo w trzeciej szufladzie. Ale może się okazać, że jest w szafce w łazience. A jak tam nie ma, to już cholera wie, gdzie położyłem. Kiedyś się znajdzie. W szafce na buty.

Gosposia? Nie, bo jak sam posprzątam, szukam mniej.

Syn już trzy dni temu mnie prosił, żebym pranie zrobił. Zapominam wstawić, zapominam wyjąć. Czasami musiałem kilka razy prać, bo kisło.

Nawet jak się biorę, to się ciągle odrywam i po całym dniu nic nie jest zrobione, a ja jestem zmęczony. A po lekach, jak się wezmę – bo też mogę się nie zabrać – doniosę to pranie do łazienki, nie postawię go w przedpokoju, bo coś ciekawszego mnie porwało.

Rzadko biorę. Raz, że kosztuje, dwa, że za bardzo mnie to nakręca. Zaciskam zęby i bolą mnie mięśnie. Ale bez leków rzeczy bardziej odwlekałem i to wpływa na samoocenę.

Poza tym, choć są dobrodziejstwem, mogą mieć skutki uboczne. Powodować myśli samobójcze. Działają cztery godziny albo dwanaście i po ustaniu działania niektórych ten spadek koncentracji się boleśnie odczuwa.

Kazimierz: – Z ADHD człowiek rozrzuca rzeczy, bo nie starcza mu uwagi, żeby je odkładać na miejsce. Ja nie sprzątam, bo nie lubię. A Marta potrafi tak się wkręcić w szorowanie, aż się dziura zrobi. Pytanie, jak często sprząta, w ogóle nie ma znaczenia. Raz się taki dzień zdarza, raz się nie zdarza. Trwa 20 godzin, bez przerwy.

Marta: – W nowym mieszkaniu wszystkie rzeczy będą miały swoje miejsce. Teraz nie mają.

Kazimierz: – Będziemy urządzać łazienkę na zielono, ale za chwilę się okazuje, że na niebiesko, a za tydzień, że to nie jest dobry kolor. Temat łazienki będzie wracał latami. Czasem to wygląda, jakby ktoś był nieco głupawy.

Marta: – Dlatego zatrudniliśmy koleżankę. Wszystko urządza dla ADHD-owca.

Kazimierz: – We wnętrzu powinno być jasno. Proste linie. Żadnych bibelotów, lampek, tapet, wzorków, bo każdy niepotrzebny bodziec rozprasza. Idealnie, gdyby wszystko dało się w kuchni schować do szafek. I wielka szafa, do której można wszystko wpieprzyć i tego nie ma.

Marta: – Ja wszystkie ręczniki, obrusy, pościel mam białe, żeby nie zastanawiać się, co z czym wyprać.

Kazimierz: – Raczej posadzka, nie dywan, bo mamy zwierzaki i będzie brudny, a to rozprasza.

Fajny byłby garaż. Bo ADHD-owcy mogą dziwnie zaparkować. Dla niej ważne jest, że trzeba gdzieś pójść, a nie samochód.

Piotr Gołębiewski: – Cztery razy potrafię do jednego sklepu iść. Coś kupię, wychodzę, coś mi się przypomni, wrócę, wyjdę ze sklepu, spojrzę w karteczkę. Aaa, jeszcze o czymś zapomniałem, bo przecież w sklepie nie pamiętałem, że mam listę. Znów wracam. W domu jeszcze mi się coś przypomni, to znów lecę na bazarek.

Kazimierz: – Zakupy z Martą to katastrofa. Zajmuje to dziesięć razy więcej czasu, a ponieważ nie ma planu, wrzuca do kosza wszystko, co jej się podoba. Jak dziecko. Kurczak, no to kurczak. O, ryba? Ryba jest dobra. I potem ja odstawiam, a ona się ze mną kłóci, że to jest niezbędne.

Wojtek, dr n.med., psycholog, psychoterapeuta: – Wiele razy kupiłem samochód impulsywnie, miałem chyba już ze 30. Kiedyś impulsywnie złożyłem wymówienie. I lęk mi pomaga. Kiedy ktoś mi zajedzie drogę, pojawia się razem z myślą: zaraz cię wyjdę i natłukę. Bo co z impulsywności można zrobić złego? Kogoś przezwać. Jeśli mam skrajne ADHD, z impulsywności mogę uderzyć. Zabić? Przez przypadek. Jak nie zauważasz przechodniów na ulicy, to albo nie siadaj za kierownicą, albo bierz leki. I nie walcz ze swoimi objawami! Tylko protezuj to.

Treści

Kazimierz: – Żeby temat był nie wiem jak interesujący, ją zajmuje tylko przez chwilę. Pamiętasz takie filmy, że bohater idzie z wózkiem, potem go zostawia, a kamera jedzie za wózkiem? Cały czas podąża za czymś przypadkowym? Jak Marta coś mówi, to jest właśnie coś takiego.

Marta: – Okropne.

Kazimierz: – Nie do końca. Myślę, że takie osoby łatwiej improwizują. ADHD może powodować wyjątkową kreatywność, ale przeszkadza myśleć liniowo. Sporo jest ADHD-owców wśród copywriterów.

Marta: – Kazik mi wszystko porządkuje. Ja wyrzucam te myśli, pomysły, historie, a on je zbiera.

Kazimierz: – Jestem scenarzystą, więc dla mnie to świetnie. Ale ciężko zlepić te rzeczy, które opowiada. Ona myśli wielowątkowo.

Szkoła

Marta: – Szybko się nauczyłam pisać, czytać, nie robiłam błędów, wiedziałam, że jestem inteligentna, a ciągle trójki. Pół strony przeczytasz i nie wiesz o czym. Zawieszka. Poprzerywane myśli, strzępy, bez ciągłości. Ktoś ci tłumaczy, a stracisz fragment i nie rozumiesz. Zanim się wejdzie w koncentrację, mija godzina. Tej koncentracji jest pięć minut i znów się wypada.

Ciągle nie dosłyszałam, co jest zadane. Odrabianie na kolanie. Nie wiedziałam, od czego zacząć, i w końcu robiłam rzecz najmniej ważną, zadaną na piątek, a nie na środę.

Wszystkie dzieci mają linijki, cyrkle, ekierki, kątomierze, a ja nie. Jak jechaliśmy na basen, wszyscy mieli kanapkę, klapki, czepek, kostium, ręcznik, suszarkę. A ja miałam tylko kostium. I nie rozumiałam dlaczego.

To są rzeczy, które bolą. Obniżają poczucie własnej wartości. Na studiach musiałam się potwornie przykładać.

Piotr Gołębiewski: – Pierwsza rzecz: jak to jest, że wszyscy wszystko wiedzą, a ja, kurwa, nic. Wiedzą, jak się nazywa która nauczycielka. Gdzie się jaka lekcja odbywa, że mamy zastępstwo – a ja czekam pod klasą sam. No, dziwoląg. Na lekcjach rysowałem, z plasteliny sobie lepiłem albo gapiłem się w okno. I cały czas takie myśli: skoro wszyscy działają dobrze, to nie świat jest dziwny, tylko ja. Nie pasuję do świata.

Wojtek: – ADHD często towarzyszy dysgrafia, dyskalkulia. Na maturze z polskiego miałem mierny. Całe liceum to była średnia 2,1, 2,2. Gadanie na lekcji, patrzenie w sufit. Nie czerpałem ze szkoły. Ale ponieważ byłem dzieckiem dość urokliwym, inteligentnym, dużo rzeczy udawało mi się załatwić „bokiem”.

Oczywiście doktoratu bym nigdy nie napisał, gdyby nie farmakoterapia, struktura i sekretarka. Ja pisałem, ona sprawdzała. Strony, wątki, akapity pomieszane. Kretyńskie błędy ortograficzne, fleksyjne, pozjadane końcówki. Sam byłem przerażony, że tego nie zauważam.

Obroniłem się z wyróżnieniem.

Praca

Joanna Szczepkowska: – Przez ADHD wiele rzeczy w moim życiu się nie wydarzyło. Jeszcze w głębokiej komunie zadzwoniła reżyserka z Francji. Widziała mnie u Wajdy w „Kronice wypadków miłosnych”. Akurat obierałam włoszczyznę. Prosiła o CV, a ja się ucieszyłam, odłożyłam słuchawkę i zapomniałam. Nie zapisałam adresu, numeru telefonu, nic. Wróciłam do obierania.

Często zamiast z ważnym reżyserem, u którego chciałabym zagrać, szłam na spotkanie z kimś innym, bo mnie zainteresowało. Ta racjonalna kalkulacja nie działa.

Wojtek: – Rafting. Ponton w rwącej górskiej rzece, bez kontroli, bez wioseł, z paniczną próbą łapania za jakieś gałęzie, które są po drodze. Ktoś zadzwoni, coś proponuje, a ja jestem impulsywny i się na wszystko zgadzam.

Wysiłek intelektualny mnie nudzi, więc go unikam. Chyba że muszę, wtedy się zmuszam. Dzięki Bogu, moi koledzy i koleżanki przypominają mi, że coś jest do zrobienia, a nie, że miałem zrobić. „Wojtek, epikryza”, „Wojtek, wpis do historii choroby”. Nieraz mi długopis do ręki wsadzają. I ja piszę. Ze 20 razy dziennie przychodzą.

Ale żeby ktoś tak robił, ludzie muszą mnie lubić.

Proszę osoby, które się ze mną umawiają, żeby mi rano przypomniały. Pacjenci przychodzą, znajdują mnie, przypominam sobie, że się umawiałem. Czasem używam czaru osobistego: bardzo czekałem na spotkanie z panią, ale coś bardzo ważnego mi w ostatniej chwili wypadło. Nauczyłem się ładnie kłamać.

Kalendarz? Ja w nim zapiszę 70 proc. swojej aktywności, a o 30 proc. zapomnę. Albo kalendarz zapodzieję. Jest jak nieszczelna kanalizacja i mając ADHD, trzeba się przede wszystkim nauczyć, co robić, kiedy to gówienko wycieknie. Prócz klinicystów, którzy ze mną pracują, i osób, które liznęły trochę ADHD, nikt nie wie.

Oczywiście jestem postrzegany jako osoba skrajnie chaotyczna, zapominająca, robiąca wszystko na ostatnią chwilę. Impulsywna. Ale usprawiedliwianie: bo ja mam ADHD, jest nieuczciwym postępowaniem. Masz ADHD, będziesz musiał się bardziej starać.

Kazimierz: – Muzycznie jest bardzo zdolna, słyszy, śpiewa bardzo czysto.

Marta: – Z poczuciem rytmu nigdy nie miałam problemu, ale z organizacją czasu w muzyce, utrzymaniem jednolitego pulsu, że jest wolniejszy, a potem znów szybszy. Walczyłam z tym naprawdę długo, ale wyćwiczyłam.

Kazimierz: – Są kłopoty z interpretacją, bo już trzeba pomyśleć, o czym to jest, a analiza dla osoby z ADHD to trudna sprawa. Ona potrzebuje bardzo dużo inspiracji. Atmosfery.

Marta: – Na przesłuchaniu do przedstawienia we Francji jest sto osób z całego świata. Wygrałam jeden konkurs, fajnie.

Kazimierz: – Tam musi być lepsza niż Francuzki. Ale jak po przedstawieniu poznaje dyrektora teatru, to nie przykłada do tego wagi. To ja się z nim umówię, pogadamy.

Piotr Gołębiewski: – 16 telefonów naraz, bo tyle mi się na biurku mieściło. Formularze porozkładane, telefony porozkręcane, zdiagnozowane, po kilka brałem na tacę, szedłem na lutowanie. Mój rekord to 60 naprawionych w ciągu jednego dnia. Norma była 16.

Szefowie zaczęli sprawdzać, jak to jest, że Gołębiewski robi dwa razy więcej niż reszta. Popatrzyli. Postanowili: wszyscy tak róbcie. Tylko że przy trzech rozkręconych myliły im się części, baterie, karty gwarancyjne. U mnie nigdy nie było pomyłki. Bo to było ciekawe. Coraz trudniejsze telefony, ciągle nowe.

Ale zaczęło się psuć w firmie. Ludzie przeciwko ludziom. Popadłem w depresję. Wtedy rozwiązali serwis. A że miałem już dosyć elektroniki, podjąłem pracę w budowlance jako instalator sieci teleinformatycznych. Nie miałem o tym pojęcia, ale już po miesiącu prowadziłem inwestycje. Sieci strukturalne nauczyłem się kłaść, instalować rzutniki, nagłośnienie. Prezes powiedział, że jestem killer sal konferencyjnych.

Ale też mi się znudziło. O trzy tygodnie przeciągnęła się wypłata i ani słowa wyjaśnienia, ani przepraszam.

Tu mnie przyjęli, bo znałem biurowiec, a to jest bardzo trudny obiekt. Zabezpieczenie techniczne struktury: wentylacja, klimatyzacja, generator, zasilanie 15kV, ale i wymiana żarówek.

Mamy często zgłoszenia telefoniczne, o których zapominam. Szefowie wiedzą. Ja w CV sobie wpisałem. Jesteśmy we dwóch na zmianie, to sobie przypominamy. Albo następnego dnia zgłoszą jeszcze raz i nikt nie robi z tego wielkiego halo. A nawet gdyby… Z dziesięć razy zmieniałem pracę i za każdym razem pracodawca namawiał mnie, żebym został.

Związki

Wojtek: – Dzięki Bogu żona jest psychiatrą. Na wady wynikające z objawów mam absolutne przyzwolenie. Wie, że krem do golenia może znaleźć w zamrażarce. Że przychodzę i rzucam kurtkę na podłogę. Jak ma dobry humor, to powiesi, a jak gorszy, to mi powie: powieś. Podnoszę i wieszam.

Wie, że jak mnie wysyła do sklepu po chleb, to na dworze przypomnę sobie, że mam coś wziąć z samochodu. A jak już jestem w aucie, to posłucham radia i zapomnę, że szedłem do sklepu. Wracam po godzinie, nie z chlebem, tylko z puszką piwa, bo akurat pomyślałem, że jest gorąco. Więc znów mnie wysyła. Wielokrotnie każdego tygodnia zapominam kupować rzeczy, nawet jak mi przypomina SMS-em.

Piotr Gołębiewski: – Psychiczne koszty: kogoś się zawiodło. Straty w ludziach. W sprzęcie nie mam strat, nawet jak samochód zostawiam na oścież otwarty. Tylko raz to się zdarzyło. Ale niezamknięty to często.

Kazimierz: – Jak się nic o ADHD nie wie, zachowanie takiej osoby wygląda, jakby cię olewała. A jak się kogoś takiego kocha, dba o niego, wszystko dzieli, trudno takie „lekceważenie” zrozumieć, zaakceptować i nie brać przeciwko sobie.

Marta: – On miał do mnie pretensje o te wszystkie rzeczy, które są objawami ADHD. Znowu nie dopilnowałaś rachunku, znów nie ma chleba, znów zapomniałaś zrobić pranie. Miałam zadzwonić, zapomniałam. O brak konsekwencji. Że niczego w życiu nie mogę zrobić porządnie. Krzyczałam na niego: przeczytaj sobie książkę o ADHD, naucz się mnie i przestań mnie o to obwiniać!

Kazimierz: – Każda sprzeczka może oznaczać pakowanie walizek i wychodzenie z domu. Ponieważ chaotycznie osiągają cel, bardzo łatwo rezygnują. A że bez wysiłku adaptują się do nowych warunków, poradzą sobie w innym miejscu. Raczej brak im skłonności do rutyny i stałości.

Marta: -Są kompulsywne w uprawianiu seksu. Często zmieniają partnerów.

Piotr Gołębiewski: – Piekło jest okropne, depresja co rok, dwa lata wraca. Piekło tu, w głowie. Za dużo myśli naraz. Jak film na przyspieszonych obrotach. I tylko w momencie dużej koncentracji na zadaniu ten młyn ustaje. Jak jest awaria. Fascynacja. Albo jak nie ma wyjścia, coś trzeba zrobić i to pochłania.

Joanna Szczepkowska: – Pani powiedziała, że chce pisać o ludziach spełnionych, ale wśród osób z ADHD jest wielu samobójców. Przepaść między potencjałem a możliwością jego realizacji budzi frustrację. Tak naprawdę to jest ogromne poczucie własnej niedoskonałości. Cierpienie. Gdybym nie zdała do szkoły teatralnej i gdyby moje życie aktorskie nie było tak barwne, to nie wiem, jaką byłabym osobą.

Wojtek: – Nie piekło, piekiełko. Tych objawów kretyńskich, tego gubienia, tej chaotyczności, impulsywności. Męczy mnie, klnę jak szewc, że co chwilę muszę wracać z pracy do domu 10 km po teczkę. Że w pokoju hotelowym po godzinie już nie mogę niczego znaleźć.

Ale piekłem by było, gdyby ktoś mi powiedział: ty jesteś jakiś jebnięty, że tak wracasz co chwila. Gdyby wyrzucił z pracy, bo zapomniałem teczki, albo gdybym na zapomnienie teczki reagował lękiem i nie potrafił tak ustawić relacji z ludźmi, żeby po tę teczkę pojechać. A to jest piekło deficytów w sposobie radzenia sobie. Piekło otoczenia. Same objawy to tylko piekiełko.

Wszelkie badania mówią o tym, że ADHD koreluje z uzależnieniami, z zachowaniami przestępczymi, z trudnościami z pracą, w związkach, z otyłością – to prawda, ale one są tylko czynnikiem ryzyka. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś wyrastał w akceptującym środowisku i rozwinął te powikłania. Powiem duże słowo: kluczem do zatrzymania tego jest miłość.

Sposoby

Wojtek: – Najczęściej jest tak, że przypomina mi żona albo organizer w telefonie. Wykształciłem sobie obsesyjną strategię pilnowania trzech najważniejszych w moim życiu rzeczy: telefonu komórkowego, kluczyków od samochodu i portfela. Kilkanaście razy dziennie klepię się po trzech kieszeniach – sprawdzam, czy mam je przy sobie. Klaśnięcie drzwi i kluczyki mają leżeć na szafce. Nadal przynajmniej raz w tygodniu rano ich szukam.

Kazimierz: – Po roku terapii poznawczo-behawioralnej jeździ samochodem, wie, jak dojechać i o której wyjść.

Marta: – Rano trzy budziki, żeby wstać.

Kazimierz: – Ona się uczy jak z czytanki, że jak się budzisz, to nie krzyczysz, tylko się uśmiechasz i robisz kawę.

Marta: – Mam iPodzika mojego. Nastawiam sobie: 12 minut. Start. I wchodzę pod prysznic. I już się nie zawieszam. Owszem, on sobie podzwoni ze dwie minuty, ale mam świadomość, że założony czas minął. Na zjedzenie śniadania sobie nastawiam czas. Na wszystkie poranne czynności. Dzień wcześniej, wieczorem, z kartką i z zegarkiem w ręku planuję i pilnuję. Bałam się mieć dzieci – jak ja ogarnę sprawy zawodowe i rodzinne?

Kazimierz: – Dziś, jak ma spotkanie albo pracę z nutami, może wziąć lek i na kilka godzin poprawić koncentrację.

Ale ja przejąłem odpowiedzialność za wszystkie decyzje papierkowo-finansowo-ZUS-owskie. Zainwestujmy w to albo kupmy tamten dom. Ona nie zrobi analizy rynku. To ja remontuję. Ja myślę o tym, że jakiś rachunek trzeba zapłacić. Jak ona ma datę koncertu, trzeba przypominać. Miesiąc wcześniej kupić bilety. Nie wymagam, żeby kontrolowała czas, bo to jest trudne. Na terapii uczy się pracować z kalendarzem.

Raczej ja gotuję, robię zakupy, ale to też się zmienia. Ona na końcu dnia rozumie, że to działa, bo ja jestem. Są ludzie, którzy mają w charakterze silną potrzebę opiekowania się drugą osobą, i wtedy to działa.

Joanna Szczepkowska: – Po lekach mogę zapłacić rachunki, ale nie mogłabym napisać wiersza. Bez leków ten stół jest samotny, a na lekach stół to stół.

Gdyby ktoś mi powiedział, że jest sposób, który zabierze mi zalety i wady wynikające z dekoncentracji uwagi, nie oddałabym. To jest moja twórczość i moje życie. Każdy jest jakiś.

źródło: http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,9724236.html?as=1

—————–

POLECAM !!!

ADHD i inne cudowne zjawiska

ADHD i inne cudowne zjawiska – wykład nieprzewidywalny to artystyczne spojrzenie na tzw. Deficyt Uwagi. Joanna Szczepkowska oprócz aktorstwa i literatury zajmuje się problem ADHD u dorosłych: To zjawisko jednocześnie zabawne, dramatyczne, inspirujące i destrukcyjne, a przede wszystkim malownicze, dlatego scena jest dobrym miejscem na próbę zrozumienia tego zespołu. Chciałam uświadomić ludziom, że istnieje zjawisko, które daje klucz do zrozumienia wielu mechanizmów naszych zachowań. To tym istotniejsze, że lekarze nadal są na ogół sceptyczni wobec ADHD osób dorosłych. Dlatego bardzo zależało mi na wiarygodności tego tekstu. W jednej recenzji ze spektaklu znalazłam określenie, że to improwizacja, happening. Nic bardziej błędnego – tekst jest na scenie mówiony, co do litery, a stworzenie wrażenia improwizacji jest wyzwaniem artystycznym spektaklu.